30 Sekund
Prolog
Salerno, Włochy
Stała w jednej z wąskich uliczek Centro Storico, oparta plecami o kamienny mur kamienicy i z przymkniętymi oczyma chłonęła dźwięki jakie wydawały rozbijające się na falochronach morskie fale. Nocne zapachy docierały do jej nozdrzy, pobudzając wyostrzone zmysły. Pozwalała sobie na chwilę zapomnienia, zatracając się w błogości tego odczucia, które w tym momencie ją rozpierało wzniecając w niej coraz to nowe pokłady nadziei, jakiej nie czuła od bardzo dawna. Uwierzyła, zapragnęła i podjęła decyzję. Pod jego wpływem. W momencie, gdy
go odzyskała, zniknął podstawowy filar jej smutnej egzystencji, która dotychczas podyktowana była jedynie pragnieniem zemsty, jaka w tym momencie nie miała już prawa bytu. Odzyskując go, wybudziła się z koszmaru i teraz, przy jego boku, czuła się jakby śniła piękny sen, który przeniósł ją ponownie do świata żywych. Gdy pozwoliła sobie mieć nadzieję, niewidzialne okowy przestały ją zniewalać, a ona sama poczuła się... wolna.
Czekała teraz na niego, a to prozaiczne odczucie było takie wyzwalające i cudownie zwyczajne. Ale czy w jej życiu cokolwiek mogło być zwyczajne? Co poczułby normalny człowiek, gdyby ktoś nagle zakrył mu usta, po czym krępując ruchy, gwałtownie i brutalnie wepchnął do bramy? Lęk? Przerażenie? Panikę? Co poczuła ona? Zaledwie
irytację, spowodowaną czyjąś nieświadomością. Bo czy ów nieszczęśnik zdawał sobie sprawę z kim ma do czynienia? Myśląc, że dostarczy sobie chwilę rozrywki, pchał się prosto w paszczę bestii. Co uratowało mu życie? Co sprawiło, że nie zginął z jej rąk w ciągu zaledwie kilku sekund? Jej chęć, aby ponownie stać się istotą zdolną do odczuwania empatii, potrafiącą utrzymać nad sobą kontrolę.
irytację, spowodowaną czyjąś nieświadomością. Bo czy ów nieszczęśnik zdawał sobie sprawę z kim ma do czynienia? Myśląc, że dostarczy sobie chwilę rozrywki, pchał się prosto w paszczę bestii. Co uratowało mu życie? Co sprawiło, że nie zginął z jej rąk w ciągu zaledwie kilku sekund? Jej chęć, aby ponownie stać się istotą zdolną do odczuwania empatii, potrafiącą utrzymać nad sobą kontrolę.
— Widziałem cię w klubie, laleczko — usłyszała obskurny głos napastnika i przymknęła powieki. Poczuła jak facet zdejmuje dłoń z jej ust i zjeżdża nią niżej, sprawiając, że ogarnęło ją obrzydzenie. Był o wiele od niej wyższy i silny, przez co jego uścisk całkowicie krepował jej ruchy, więc nie mogła tak po prostu wyswobodzić się bez używania siły, a tego przecież nie chciała.
— Dobrze ci radzę, przestań! I odejdź, dopóki jeszcze masz szansę — ostrzegła, ale on tylko się roześmiał, a to pobudziło w niej jeszcze większy gniew. Chciała stłumić w sobie złość, lecz nie było to takie proste. Ludzkie odruchy, dopiero od niedawna pobudzała je w sobie, chcąc ponownie stać się osobą, mogącą współegzystować w normalnym świecie.
— Kochanie, zaraz się zabawimy, byłaś taka napalona, gdy tańczyłaś, ktoś musi ci ulżyć. Za moment poczujesz...
— Nie chcę zrobić ci krzywdy, więc jeszcze raz ci radzę, odpierdol się ode mnie i odejdź dopóki możesz — powiedziała chłodnym, opanowanym głosem i spróbowała go odepchnąć, a jedynie wzmocnił uścisk, głośno się roześmiawszy.
— Takie ostre lubię najbardziej, zobaczysz jak będziesz pode mną jęczała suko. Za chwilę przekonasz się, co znaczy prawdziwy mężczyzna — wycharczał, a ona pomyślała, że gdyby nie fakt, iż musi się z całej siły powstrzymywać, aby go nie zabić, to sytuacja i przeświadczenie nieznajomego o swych możliwościach byłoby nawet zabawne.
Nie chciała już tego robić, nie chciała być najemnikiem. Teraz po prostu pragnęła być szczęśliwa z chłopakiem, którego kochała. Marzyła o normalnym życiu, zwykłych, szarych, banalnych dniach. Tu, w Salerno, w ich maleńkim mieszkaniu, z dala od zabijania oraz przemocy, która do tej pory był podstawowym czynnikiem jej codzienności.
— Przestań — wypowiedziała, poczuwszy jak nieznajomy brutalnie próbuje zdjąć jej majtki.
Czy mogła być tak po prostu pasywna, gdy tak naprawdę czuła w sobie jedną wielką rozedrganą ranę, którą próbowała uleczyć, aby dostosować się do normalnego funkcjonowania? Na razie była zbyt słaba, aby w pełni nad sobą panować, dopiero niedawno wyciągnięto ją z życia pełnego zła. Zła, o którym istnieniu ten nieszczęśnik nawet nie miał pojęcia.
— Jesteś taka słodka — wydyszał, jedną ręką grzebiąc sobie przy rozporku, a drugą ściskając boleśnie jej pierś.
W tamtym momencie dziewczyna bez zawahania jednym ruchem tak po prostu skręciła mu kark. To był odruch nad którym nie potrafiła zapanować.
Chłopak znalazł ją na schodach, zapłakaną i zrezygnowaną. Przyklęknął obok niej, po czym przytulił do siebie.
— Już nigdy nie będzie normalnie — wyszeptała rozżalona, a on pocałował ją w czoło. Nie wiedział co dokładnie doprowadziło ją do takiego stanu, mógł się jedynie domyślać. Z drugiej strony ich życie naznaczone było tylko jedną złą prawdą i tylko to mogło doprowadzić do łez tę niezłomną, pełną pasji dziewczynę.
— Maleńka, my wiemy o istnieniu tego drugiego świata i masz rację, dla nas już nigdy nie będzie normalnie. Jednak mogę ci obiecać, że odnajdziemy się w tej nienormalności. Znajdziemy jakieś swoje miejsce, przyrzekam. Lecz nie będziemy już nigdy tacy jak byliśmy, jednak to nie znaczy, że staniemy się gorsi. — szepnął, ocierając łzy z jej policzka. — Przekroczyliśmy granicę, ale nie mogliśmy jej nie przekroczyć. Takie było nasze przeznaczenie.
— To nie przeznaczenie, to... — Złapał ją za ramiona i potrząsnął.
— To co się stało, zmieniło nas oboje — przerwał brutalnie i ujrzał na jej twarzy rezygnację.
— Mogłam go tylko uderzyć, ale wolałam zabić. To był po prostu odruch bezwarunkowy. Nieludzki odruch. Ona znowu to zrobiła! Podjęłam decyzję pod jej wpływem, w pewnej chwili po prostu spłynęło na mnie przekonanie, że nie ma sensu się z nim szamotać ani dyskutować, tracić niepotrzebnie czas i lepiej zakończyć to szybko. Nie odszedłby tak po prostu... Zbyt wiele słów... więc zabiłam. Ale przecież... przecież mogłam go jedynie pozbawić przytomności — powiedziała pełnym gniewu głosem, a on westchnął.
— Komu, maleńka? — zapytał, a ona opowiedziała mu o niedawnym zajściu i skinęła głową w stronę bramy. Podążył wzrokiem w tamtym kierunku i ujrzawszy leżące nieopodal ciało, którego do tej pory nie dostrzegł, skupiając się całkowicie na niej, westchnął.
— Nienawidzę jej! Nienawidzę z całego serca. Czasem chciałabym ją zabić, wydrzeć z siebie, nawet gdybym sama przy tym zginęła! — wykrzyknęła z pasją. — A było tak blisko. Naprawdę wierzyłam, że się uda, że znowu będę człowiekiem i że...
— Przestań — przerwał jej gwałtownie i przygarnął do siebie, zamykając w mocnym uścisku. Czuł jak cała drżała, starając się powstrzymać gniew, który z każdą chwilą narastał coraz bardziej. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, co teraz mogło nastąpić. — Nigdy tak nie mów. Nigdy tak nawet nie myśl.
Odsunął się nieznacznie i ujął głowę dziewczyny w swe dłonie, a następnie spojrzał jej głęboko w oczy. Widział jak z całych sił próbuje się opanować. Czerń źrenic zlała się całkowicie z tęczówką jej wyjątkowo pięknych oczu, pałających teraz bezgraniczną wściekłością. Z każdą chwilą czerni przybywało, aby już za moment całkowicie zakryć gałkę oczną. Chciał jej pomóc, chciał móc być w stanie wesprzeć ją, aby potrafiła powstrzymać to, co się w niej teraz działo, lecz niewiele mógł zrobić. Wpatrywał się w oczy dziewczyny, groźne, pełne mroku i takie... piękne. Nie mógł nic poradzić, że to, czego ona nienawidziła, on kochał. Kochał w niej wszystko, każdy szczegół, każdy detal. Nawet zło, które było jej częścią.
Obejrzał się przez ramię, aby upewnić się, że nikogo tam nie ma. Była noc, a uliczka nie należała do uczęszczanych, jednak nie mógł mieć pewności, że ktoś będzie tędy przechodził, a absolutnie nikt nie powinien ujrzeć jej w takim stanie. To, co się z nią teraz działo, przeraziłoby zwykłego człowieka.
— Ona zawsze będzie we mnie — wyszeptała łamiącym się głosem, a on uśmiechnął się smutno.
— Nie zmienisz tego — odparł cicho i łagodnie.
— Nienawidzę jej. Gdybym tylko mogła wyrwać ją z siebie, nawet kosztem mego życia, zrobiłabym to bez chwili wahania. Przeklinam dzień, w którym się we mnie przebudziła.
— Kochanie, kiedy ty wreszcie zrozumiesz, że ona nie jest zła. — Starał się ją uspokoić, zdając sobie sprawę z tego, że jest to niczym spacer nad przepaścią.
— Jak możesz tak twierdzić? — wypowiedziała gwałtownie. — Ona wszystko we mnie pobudza, to przez nią jestem takim potworem — wyszeptała, załamującym się głosem.
— Nie jesteś potworem, nigdy tak nie mów. To nie ona jest twoim wrogiem i jeżeli będziesz skupiała się na walce z nią, to ci, którzy naprawdę zawinili, wygrają — przerwał dziewczynie. — A ona — położył dłoń na jej piersi — już zawsze w tobie będzie i nie masz na to żadnego wpływu, maleńka. Jeżeli chcesz, aby winni ponieśli karę, musisz to po prostu zaakceptować. Ją. Ją w tobie...
Wiele razy myślała, że to koniec, wiele razy go pragnęła. Do czasu, aż odzyskała chłopaka, który znaczył dla niej więcej niż wszystko, którego kochała ponad swe życie i dla którego była w stanie odwrócić bieg wydarzeń. W tamtej chwili nie była nawet świadoma tego, że kiedyś tak się stanie, że ktoś podaruje jej zaledwie trzydzieści sekund, które sprawią, że będzie w stanie dokonać rzeczy niemożliwej.
— Ona we mnie... — wyszeptała i przymknęła oczy. Gdy je ponownie otworzyła, były już zwyczajne. Zmiany zniknęły.
Taniec na ruchomych piaskach.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz