środa, 7 marca 2018

30 sekund — Prolog

30 Sekund

Prolog



Salerno, Włochy
Stała w jednej z wąskich uliczek Centro Storico, oparta plecami o kamienny mur kamienicy i z przymkniętymi oczyma chłonęła dźwięki jakie wydawały rozbijające się na falochronach morskie fale. Nocne zapachy docierały do jej nozdrzy, pobudzając wyostrzone zmysły. Pozwalała sobie na chwilę zapomnienia, zatracając się w błogości tego odczucia, które w tym momencie ją rozpierało wzniecając w niej coraz to nowe pokłady nadziei, jakiej nie czuła od bardzo dawna. Uwierzyła, zapragnęła i podjęła decyzję. Pod jego wpływem. W momencie, gdy
go odzyskała, zniknął podstawowy filar jej smutnej egzystencji, która dotychczas podyktowana była jedynie pragnieniem zemsty, jaka w tym momencie nie miała już prawa bytu. Odzyskując go, wybudziła się z koszmaru i teraz, przy jego boku, czuła się jakby śniła piękny sen, który przeniósł ją ponownie do świata żywych. Gdy pozwoliła sobie mieć nadzieję, niewidzialne okowy przestały ją zniewalać, a ona sama poczuła się... wolna. 


Czekała teraz na niego, a to prozaiczne odczucie było takie wyzwalające i cudownie zwyczajne. Ale czy w jej życiu cokolwiek mogło być zwyczajne? Co poczułby normalny człowiek, gdyby ktoś nagle zakrył mu usta, po czym krępując ruchy, gwałtownie i brutalnie wepchnął do bramy? Lęk? Przerażenie? Panikę? Co poczuła ona? Zaledwie
irytację, spowodowaną czyjąś nieświadomością. Bo czy ów nieszczęśnik zdawał sobie sprawę z kim ma do czynienia? Myśląc, że dostarczy sobie chwilę rozrywki, pchał się prosto w paszczę bestii. Co uratowało mu życie? Co sprawiło, że nie zginął z jej rąk w ciągu zaledwie kilku sekund? Jej chęć, aby ponownie stać się istotą zdolną do odczuwania empatii, potrafiącą utrzymać nad sobą kontrolę. 
— Widziałem cię w klubie, laleczko — usłyszała obskurny głos napastnika i przymknęła powieki. Poczuła jak facet zdejmuje dłoń z jej ust i zjeżdża nią niżej, sprawiając, że ogarnęło ją obrzydzenie. Był o wiele od niej wyższy i silny, przez co jego uścisk całkowicie krepował jej ruchy, więc nie mogła tak po prostu wyswobodzić się bez używania siły, a tego przecież nie chciała.
— Dobrze ci radzę, przestań! I odejdź, dopóki jeszcze masz szansę — ostrzegła, ale on tylko się roześmiał, a to pobudziło w niej jeszcze większy gniew. Chciała stłumić w sobie złość, lecz nie było to takie proste. Ludzkie odruchy, dopiero od niedawna pobudzała je w sobie, chcąc ponownie stać się osobą, mogącą współegzystować w normalnym świecie.
— Kochanie, zaraz się zabawimy, byłaś taka napalona, gdy tańczyłaś, ktoś musi ci ulżyć. Za moment poczujesz...
— Nie chcę zrobić ci krzywdy, więc jeszcze raz ci radzę, odpierdol się ode mnie i odejdź dopóki możesz — powiedziała chłodnym, opanowanym głosem i spróbowała go odepchnąć, a jedynie wzmocnił uścisk, głośno się roześmiawszy.
— Takie ostre lubię najbardziej, zobaczysz jak będziesz pode mną jęczała suko. Za chwilę przekonasz się, co znaczy prawdziwy mężczyzna — wycharczał, a ona pomyślała, że gdyby nie fakt, iż musi się z całej siły powstrzymywać, aby go nie zabić, to sytuacja i przeświadczenie nieznajomego o swych możliwościach byłoby nawet zabawne.
Nie chciała już tego robić, nie chciała być najemnikiem. Teraz po prostu pragnęła być szczęśliwa z chłopakiem, którego kochała. Marzyła o normalnym życiu, zwykłych, szarych, banalnych dniach. Tu, w Salerno, w ich maleńkim mieszkaniu, z dala od zabijania oraz przemocy, która do tej pory był podstawowym czynnikiem jej codzienności. 
— Przestań — wypowiedziała, poczuwszy jak nieznajomy brutalnie próbuje zdjąć jej majtki. 
Czy mogła być tak po prostu pasywna, gdy tak naprawdę czuła w sobie jedną wielką rozedrganą ranę, którą próbowała uleczyć, aby dostosować się do normalnego funkcjonowania? Na razie była zbyt słaba, aby w pełni nad sobą panować, dopiero niedawno wyciągnięto ją z życia pełnego zła. Zła, o którym istnieniu ten nieszczęśnik nawet nie miał pojęcia. 
— Jesteś taka słodka — wydyszał, jedną ręką grzebiąc sobie przy rozporku, a drugą ściskając boleśnie jej pierś.
W tamtym momencie dziewczyna bez zawahania jednym ruchem tak po prostu skręciła mu kark. To był odruch nad którym nie potrafiła zapanować. 

Chłopak znalazł ją na schodach, zapłakaną i zrezygnowaną. Przyklęknął obok niej, po czym przytulił do siebie. 
— Już nigdy nie będzie normalnie — wyszeptała rozżalona, a on pocałował ją w czoło. Nie wiedział co dokładnie doprowadziło ją do takiego stanu, mógł się jedynie domyślać. Z drugiej strony ich życie naznaczone było tylko jedną złą prawdą i tylko to mogło doprowadzić do łez tę niezłomną, pełną pasji dziewczynę. 
— Maleńka, my wiemy o istnieniu tego drugiego świata i masz rację, dla nas już nigdy nie będzie normalnie. Jednak mogę ci obiecać, że odnajdziemy się w tej nienormalności. Znajdziemy jakieś swoje miejsce, przyrzekam. Lecz nie będziemy już nigdy tacy jak byliśmy, jednak to nie znaczy, że staniemy się gorsi. — szepnął, ocierając łzy z jej policzka. — Przekroczyliśmy granicę, ale nie mogliśmy jej nie przekroczyć. Takie było nasze przeznaczenie. 
— To nie przeznaczenie, to... — Złapał ją za ramiona i potrząsnął.
— To co się stało, zmieniło nas oboje — przerwał brutalnie i ujrzał na jej twarzy rezygnację.
— Mogłam go tylko uderzyć, ale wolałam zabić. To był po prostu odruch bezwarunkowy. Nieludzki odruch. Ona znowu to zrobiła! Podjęłam decyzję pod jej wpływem, w pewnej chwili po prostu spłynęło na mnie przekonanie, że nie ma sensu się z nim szamotać ani dyskutować, tracić niepotrzebnie czas i lepiej zakończyć to szybko. Nie odszedłby tak po prostu... Zbyt wiele słów... więc zabiłam. Ale przecież... przecież mogłam go jedynie pozbawić przytomności — powiedziała pełnym gniewu głosem, a on westchnął.
— Komu, maleńka? — zapytał, a ona opowiedziała mu o niedawnym zajściu i skinęła głową w stronę bramy. Podążył wzrokiem w tamtym kierunku i ujrzawszy leżące nieopodal ciało, którego do tej pory nie dostrzegł, skupiając się całkowicie na niej, westchnął.
— Nienawidzę jej! Nienawidzę z całego serca. Czasem chciałabym ją zabić, wydrzeć z siebie, nawet gdybym sama przy tym zginęła! — wykrzyknęła z pasją. — A było tak blisko. Naprawdę wierzyłam, że się uda, że znowu będę człowiekiem i że...
— Przestań — przerwał jej gwałtownie i przygarnął do siebie, zamykając w mocnym uścisku. Czuł jak cała drżała, starając się powstrzymać gniew, który z każdą chwilą narastał coraz bardziej. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, co teraz mogło nastąpić. — Nigdy tak nie mów. Nigdy tak nawet nie myśl.
Odsunął się nieznacznie i ujął głowę dziewczyny w swe dłonie, a następnie spojrzał jej głęboko w oczy. Widział jak z całych sił próbuje się opanować. Czerń źrenic zlała się całkowicie z tęczówką jej wyjątkowo pięknych oczu, pałających teraz bezgraniczną wściekłością. Z każdą chwilą czerni przybywało, aby już za moment całkowicie zakryć gałkę oczną. Chciał jej pomóc, chciał móc być w stanie wesprzeć ją, aby potrafiła powstrzymać to, co się w niej teraz działo, lecz niewiele mógł zrobić. Wpatrywał się w oczy dziewczyny, groźne, pełne mroku i takie... piękne. Nie mógł nic poradzić, że to, czego ona nienawidziła, on kochał. Kochał w niej wszystko, każdy szczegół, każdy detal. Nawet zło, które było jej częścią.
Obejrzał się przez ramię, aby upewnić się, że nikogo tam nie ma. Była noc, a uliczka nie należała do uczęszczanych, jednak nie mógł mieć pewności, że ktoś będzie tędy przechodził, a absolutnie nikt nie powinien ujrzeć jej w takim stanie. To, co się z nią teraz działo, przeraziłoby zwykłego człowieka.
— Ona zawsze będzie we mnie — wyszeptała łamiącym się głosem, a on uśmiechnął się smutno.
— Nie zmienisz tego — odparł cicho i łagodnie.
— Nienawidzę jej. Gdybym tylko mogła wyrwać ją z siebie, nawet kosztem mego życia, zrobiłabym to bez chwili wahania. Przeklinam dzień, w którym się we mnie przebudziła. 
— Kochanie, kiedy ty wreszcie zrozumiesz, że ona nie jest zła. — Starał się ją uspokoić, zdając sobie sprawę z tego, że jest to niczym spacer nad przepaścią. 
— Jak możesz tak twierdzić? — wypowiedziała gwałtownie. — Ona wszystko we mnie pobudza, to przez nią jestem takim potworem — wyszeptała, załamującym się głosem.
— Nie jesteś potworem, nigdy tak nie mów. To nie ona jest twoim wrogiem i jeżeli będziesz skupiała się na walce z nią, to ci, którzy naprawdę zawinili, wygrają — przerwał dziewczynie. — A ona — położył dłoń na jej piersi — już zawsze w tobie będzie i nie masz na to żadnego wpływu, maleńka. Jeżeli chcesz, aby winni ponieśli karę, musisz to po prostu zaakceptować. Ją. Ją w tobie...
Wiele razy myślała, że to koniec, wiele razy go pragnęła. Do czasu, aż odzyskała chłopaka, który znaczył dla niej więcej niż wszystko, którego kochała ponad swe życie i dla którego była w stanie odwrócić bieg wydarzeń. W tamtej chwili nie była nawet świadoma tego, że kiedyś tak się stanie, że ktoś podaruje jej zaledwie trzydzieści sekund, które sprawią, że będzie w stanie dokonać rzeczy niemożliwej.
— Ona we mnie... — wyszeptała i przymknęła oczy. Gdy je ponownie otworzyła, były już zwyczajne. Zmiany zniknęły. 


Taniec na ruchomych piaskach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Gdy pada deszcz

Gdy pada deszcz... Myślisz o mnie, gdy pada deszcz... Zamykasz oczy i widzisz mnie... Nieidealną, lecz prawdziwą. Przywołujesz ...